niedziela, 14 marca 2010

Zielono mi - jestem na mecie!


Dobiegłam i ja. Dodziergałam raczej :)

Oto moje wyzwanie - ukończone. Szal 220x58 cm ukończony jakieś dwa dni po zamknięciu Olimpiady. Trochę trwało, zanim go zblokowałam i namówiłam Reksia do pozowania. Jestem bardzo zadowolona, że go zrobiłam. Oprócz tego, że po prostu mi się podoba, był moim wyzwaniem. To pierwsza moja robótka ażurowodrutowa. Rozgryzłam, zaczęłam i skończyłam. Czego chcieć więcej ;)

Dziękuję Wam serdecznie za wspólne sportowe dziergotki, emocje i wsparcie. Gratuluję serdecznie Złotym Medalistkom, które wykonały robótkowe 200% normy. I wszystkim Uczestniczkom, które tak jak ja, walczyły z czasem, chorobami, remontami itp. Blog zostaje otwarty, można dalej pisać.

Buziaki - Do zobaczenia :)

Karolina

P.S. Na początku czerwca Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Gramy? ;)

sobota, 27 lutego 2010

BRĄZ!

Dla Panczenistek!!!

Brawo!!!
Chyba z osiem oczek mi spadło!!! :D

Posilcie się proszę

Przed dzisiejszym biegiem na 30 kilometrów :)
Samo zdrowie:
Węglowodany (mąka orkiszowa)
białko (ser pleśniowy)
warzywa (cebula)
i odrobina tłuszczu (masło)

cebularze dla dzielnych olimpijek :)


Smacznego :)

czwartek, 25 lutego 2010

Prawie jak kontuzja

Prawie, bo ręce mam całe i druty teoretycznie dałabym radę utrzymać, gdyby nie zapalenie oskrzeli z początkiem zapalenia płuc.

A zaczęło się o kaszlu, bólu głowy i zmęczenia takiego, że po przyjściu z pracy padałam na łóżko i do rana się nie ruszałam. Do poradni nie dostałam się, bo inni chorzy chyba z tydzień temu przewidzieli, że słabować będą i się pozapisywali na zaś. Mąż zaszpanował i postawił mi prywatną wizyt (miał dosyć kasłania i tknęło go, że czas do lekarza), ratując tym samym od jakichś fatalnych skutków. W każdym razie od wczoraj siedzę (leżę) w domu otumaniona lekami. Siły na szalikowanie na razie brak, ale może stan naćpania wkrótce mi przejdzie i ruszę do boju :)

niedziela, 21 lutego 2010

Dzieje się


Oczywiście na froncie olimpijskim, (to wszyscy wiedzą) ale i moim osobistym robótkowym. Szal z Kartopu Firenze Tiftik powstaje. Aż sama siebie zadziwiam. Wracam z pracy koło 19 i na wpół śpiąc dłubię. W wybrane dni towarzyszy mi transmisja Olimpiady i Mąż, który pokrzykuje, tupie świszcze i woła: Kot! Teraz! (wtedy mam na ekran patrzeć). W dni wolne od sportu włączam sobie ukochane CSI Las Vegas i skaczę po sezonach i ulubionych odcinkach. Zatem naprawdę - dzieje się :)

niedziela, 14 lutego 2010

Rozgrzewka


Na szal nabrałam oczka (w sensie na druty, a nie , że zrobiłam im kawał) a w międzyczasie okoliczności walentynkowo imprezowe zmusiły mnie do szydełkowej rozgrzewki, czyli udziergania świńskich akcesoriów. Spokojnie, obędzie się bez obsceników. Po prostu brałam udział w Pink Party. Jako że uwielbiam świnki, bez świniowego przebrania nie mogło się obejść. Zatem podziwiajcie ;)

P.S. Jutro tak jadę do pracy! :D Serio serio!

wtorek, 9 lutego 2010

Początek



Od czegoś trzeba zacząć :) Jeszcze się nie zdecydowałam czy śliwkowy czy zielony stwór powstanie. Za śliwkowego akrylu to jakaś bluzeczka by mogła, a z zielonego Tiftika "łatwy szal" wg Dagny, albo sweterek wg Bean. Sama nie wiem...